Okrągła walczy o smukłą linię mając pomocnika w postaci opaski na żołądku a przy okazji zastanawia się nad skomplikowaną babską naturą.
RSS
poniedziałek, 14 maja 2012
Świadoma decyzja

Jestem zodiakalną rybą, więc osobą najczęściej niezdecydowaną i wahającą się na każdym kroku. Ciężko mi się z tym żyje, ale to chyba już taka moja przypadłość. Zresztą, wybory też mają swój sens. Im jestem starsza, tym nabieram przekonania, że z czasem okruchy nawet, a mogą się potem w odpowiednim dla nich czasie, dopasować idealnie.

Moja ostatnia decyzja spłynęła na mnie jak oświecenie, jasne i pewne. Zadziwiająco pewne, jak na mnie. I od razu poczułam ulgę i spokój. Jak powiedział terapeuta, zazwyczaj w takich momentach czuje się odprężenie i właśnie ulgę.

Nie chcę być z Nim, chcę się uwolnić od mężczyzny, którego się boję. I fizycznie i psychicznie. Boję się,  że podniesie po raz trzeci na mnie rękę, że dalej będzie mnie terroryzował psychicznie, że będzie zakażał złą energią mój optymizm, że przestanę widzieć piękno otaczającego świata, że stracę wrażliwość.

Szkoda mi tylko Jego bliskich, którzy we mnie wierzą. Nie mam siły dłużej się poświęcać dla ratowania Go przed czymś, co się rozlewa jak żółć. To prawda, że miłość zabijają małe szczegóły.

A może to nie była miłość?

Okrągła

19:20, okragla
Link Dodaj komentarz »
poniedziałek, 07 maja 2012
Odcienie zieleni

Przyszła wiosna a z nią coroczne wspomnienia pierwszej majowej miłości o zapachu bzu. Tak, pamiętam ją i uczucia, jakie jej towarzyszyły. Tak różne od tych teraz kołaczących w środku.

Sporo myślę o moim teraźniejszym życiu, małżeństwie i dochodzę do wniosku, że doświadczenia wyryły we mnie niekoniecznie dobre nastawienie. Coraz częściej łapię się na tym, że prawdziwą miłość możemy przeżywać tylko będąc młodymi, naiwnymi ludźmi. Chodzi mi o tę miłość partnerską, bo o matczynej zawsze będę miała zdanie, że jest najsilniejszym uczuciem, najczystszym i wiecznym.

Uwielbiam wiosnę, to moja ukochana pora roku. Ten jeden w roku tydzień, kiedy drzewa aż krzyczą swoimi soczystymi odcieniami świeżej zieleni. Dębowe listki sałatkowe o delikatnym dotyku, drgające wiotkie brzozowe, pachnące bzowe. Do tego nocne trele zakochanych ptaków. Spać nie można. Wiosna otumania, krzyczy, woła, kipi, kręci w nosie.

Nawet posępne stadium duszy, w którym jestem od jakiegoś czasu, ulega jej młodości. To nic, że małżeństwo chyli się ku końcowi, to nic, że resztki pozytywnych uczuć parują jak kałuże po ciepłym deszczu, to nic, że za kilka tygodni będę znów osobą samotną.

Takie życie.

Dam radę :)

Okrągła

 

18:33, okragla
Link Komentarze (2) »
czwartek, 26 stycznia 2012
Rysa na szkle

Nie jestem szczęśliwa... a dokładniej sama nie umiem dać rady. Nie chodzi tym razem o odchudzanie czy kwestie fizyczne.

Nie czuję się kochana. Głęboko. To jest płytkie, przedmiotowe, bez zjednoczenia dusz i oddania. Zimna miłość.

Osoba, którą kocham, nie posiada zasad etycznych.

Bardziej ją porusza reklama z dzieckiem w tle niż to, że cierpię.

Przez żadnego mężczyznę nie uciekło mi tyle łez. Takich cichych w kąciku i ciemności. Ze znakami zapytania, bez odpowiedzi.

To, że zostałam zdradzona w pierwszym małżeństwie, kazało mi dmuchać na zimne w drugim, niestety.

Trafiłam na egzemplarz, który w podejściu do kobiet zatrzymał się na czasach szkolnych - wieczny flirtownik i łowca swojej atrakcyjności w ich oczach.

Nie ufam i mi nie ufa - takie błędne koło.

Jest chorobliwie zazdrosny, do tego stopnia, że w obawie o przypisanie romansowych cieni, powoli eliminuję rodzaj męski ze swoich znajomych.

Wiele przykrych słów, które usłyszałam były podjudzane przez alkohol. Codzienny.

Po raz pierwszy w życiu, widziałam też przed swoją twarzą, zaciśniętą pięść gotową do ciosu.

Raz jest słodki do bólu a za chwilę zieje nienawiścią i groźbami - huśtawka, którą trudno opanować. Raz jestem przyjacielem, by za sekundę być wrogiem numer jeden.

Staram się sklejać te rysy, które powstają, ale chyba nie umiem.

Już nie skarżę się bliskim, bo to mój ciężar i karma.

Ciekawe, kiedy umrę?

..

Okrągła.

 

01:08, okragla
Link Komentarze (3) »
sobota, 07 stycznia 2012
Ech hipcio

No niestety, od ubiegłej wiosny powoli tyję. Zaczęło się od poluźnienia opaski z powodu bólu żołądka, nie pomogło jej zaciśnięcie w lato. Mimo, że dławię się, muszę jeść powoli, czasami wymiotuję jak za szybko coś wciągnę - to tyję :(

Wróciło mi... około 20 kilogramów. Uważam ten fakt za swoją wielką porażkę, jednak słabo mi idzie walka o linię ostatnimi tygodniami. Przeszkadzają mi za ciasne ubrania, szybkie męczenie się i ciągłe uwagi bliskich, że muszę się ograniczać w jedzeniu.

Nie to żebym dużo więcej ilościowo jadła, ale chyba słodycze jako wspomagacze na stres robią czarną robotę. Strasznie mi źle z nową wagą :(((

Pewnie będę musiała zdjąć opaskę i poddać się proponowanej przez lekarza operacji wycięcia kawałka żołądka. Boję się. Ogólnie wraz z wagą wróciło sporo moich lęków natury ogólnej.

 

Okrągła okrągła jak kulka

15:31, okragla
Link Dodaj komentarz »
środa, 06 lipca 2011
Półgębkiem

No i mnie docisnął, dziękować  wybawcy..


Wsadził w opaskę tylko 2 cm soli, pobolało przy okazji, ależ jakie nadzieje ten ból za sobą niósł.

Wreszcie się opamiętam z żarciem!
Nadzieja ma krótkie nóżki, jak i kłamstwo i uciekła szybko- kiedy zatopiłam się w smakowitej słodkiej bułce z kruszonką na dworcu Łódź Fabryczna, obok trzeciej budki po prawej stronie.

Jadłam powoli, dokładnie mlaskając każdy kęs. Pół bułki weszło bez problemów, potem się przytkałam, ale już byłam zaspokojona.

Dalej w las było już łatwiej.  Kaganiec miał duże oczka i przepuszczał spore  porcje jedzenia.

Niestety… przepuszcza nadal.
Czy ktoś wymyślił kaganieć na chęci i apetyt?

To ja poproszę!
Po miesiącu od zaciśnięcia tych wytęsknionych 2 cm nadal żrę.
Nie można mojego jedzenia inaczej nazwać :(
Żarcie przekłada się na biodra, piersi i inne wystające członki mojego ciała, ku uciesze teścia i jego ironicznego wielemówiącego wzroku.
Już nie rozmiar 46 na 48 ale 50 się ukłonił z wisielczym chichotem.

Spodnie w udach za ciasne, bluzki na brzuchu opięte i ogólna ociężałośc.
Jest mi źle…. :(
Wstydzę się swojej słabości.

To mnie dołuje..

 

Okrągła

07:37, okragla
Link Komentarze (4) »
wtorek, 03 maja 2011
Pusta opaska

Ciąłe bóle żołądka o nieustalonej przyczynie zmusiły mnie do wizyty u lekarza opaskowego. Ostatnie dni były ciężkie, prawie nic nie jadłam i do tego ten ból... Pojechałam z lekkim strachem, co on tam po dwóch latach zobaczy. Opaskę od środka lekarz widział podczas operacji wycięcia woreczka żółciowego, ale to było rok temu. Wtedy było wszystko w porządku.

Zaskoczyłam lekarza na oddziale, myśląc, że jego czarodziejska wiedza i rtg w oczach pozwolą na postawienie trafnej diagnozy od ręki. Niestety, po omacku można tylko kury macać  a nie sprawdzać stan opaski. Nie udało mu się wkuć w mikroport, tylko sprawił, że swoim krzykiem wystraszyłam leżącą obok w gabinecie starszą panią, co jej opatrunki pooperacyjne zmieniano. Prawie mu tam zemdlałam, a mikroport niestety nie był w dobrej pozycji- musiałam pojawić sią u niego w dzień, kiedy ma dostęp do realnego rtg.

I kolejnych kilka dni o suchym pysku...

We wtorek, kolejce do gabinetu, miałam okazję porozmawiać z podobnymi do mnie "przypadkami". Zgubione kilogramy w zbliżonej ilości, doświadczenia także, troszkę mnie to uspokoiło- ciągle gdzieś tam, głosem Mamy czy kumpelki, słyszałam, że za mało przez te kilka lat schudłam, że mogłabym więcej.... gdybym nie jadła tylu słodkości. 

Jak zwykle w sarkastyczno wesołym humorze, lekarz od razu w dwiach strzelił do mnie z grubej rury:

- W ciąży nie jest?

Wykluczyć tego na 100% nie mogłam, bo mąż ostatnio jurny jak małolat a cykle mam nieregularne.

Nie ucieszyło to lekarza, bo nie mógł mnie wsadzić do rtg, tylko znów po omacku szukał mikroportu pod skórą. Kazał się przy tym wypinać i prężyć- w końcu mu się udało. Bez ceregieli, nie zważając na mój strach wkuł się w port i konsultując ze swoim kolegą usunął z opaski 5 cm płynnej soli. Według zapisków na karcie opaskowej w środku już nic nie zostało.

Wizyta trwała dwie, może trzy minuty a na kontrolę mam się pojawić za dwa, trzy miesiące. Nadal nie wiem, dlaczego mnie bolał żołądek. Wiem jednak, że teraz moja opaska jest pusta i stanowi otwarte wrota dla wszelkiego jedzenia.

Ciekawe, jak to teraz będzie...

 

Okrągła

 

17:18, okragla
Link Komentarze (1) »
niedziela, 20 lutego 2011
Małżeński dywan

Myślała, że małżeństwo to dywan. Utkany z pięknych chwil, kolorowych myśli, miękkich kochających spojrzeń, wspólnych marzeń i dążeń z uczuciem, wspólnych. Gdzie nitki życia codziennego są kanwą, często przeplatają się z bizuterią- spełnieniem, uczciwością czy nawet odrobiną soli- krótkimi i cienkimi nitkami smutku, niezgodności i niezrozumieniem.

Na poczatku dywan tkał się okazały, szeroki i szybki, jakby wyrzucony z mechanicznych krosen, które nagromadziły dużo dobrej nici przez lata przemyśleń, szukania i eksperymentowania. Miał piękne jasne kolory, silne włókna. Im upływały dni od jego rozpoczęcia, tym dywan tkał się wolniej. Poczatkowe tempo z dnia na dzień spadało.

Uciekały też nitki- najpierw słabły niekochane i zaniedbywane, potem nagle zniknęła jedna nitka, błękitna. Za kilka tygodni coraz cieńsza zrobiła się nitka różowa. Ta żółta też już mocno wyblakła i prawdę mówiąc jej kolor stawał się taki jakiś szarobrudny. Obok żółtej kiedyś silnie tkwiła nić zielona, mocna, soczysta jak wiosenna trawa. Z nastaniem nowego roku się skończyła. Mimo, że długo była sobą, jednak i ona straciła animusz. Teraz jest szara, jak błoto, nic nie znaczy, nie roświetla już dywanu.

A dywan się tka, ale jest coraz smutniejszy, węższy. Czasami krosna się zacinają, na chwil kilka zatrzymują, zastanawiając, czy mają materiał, czy kolory pasują jeszcze do siebie, czy nitki nie pękną. Niektóre są cienkie...

Nie wiem, czy dywan ma szanse być tym dywanem z przeszłych myśli i marzeń. Może trzeba go zakończyć, aby nie męczyć krosen?

 

Okragła

10:44, okragla
Link Komentarze (7) »
piątek, 18 lutego 2011
Brazylijski tasiemiec

Od ponad tygodnia czuję się jak w brazylijskim tasiemcu. Jestem aktorką głównej roli a wszystko to, co się wokoło mnie dzieje jest filmem. Komedią i horrorem, jednocześnie.

Nigdy nie twierdziłam, że jestem świętą osobą, ale akurat w związku z Piotrusiem Panem jestem czysta jak łza. Od samego poczatku bardzo zależało mi na tej znajomości. Parę razy wszystko wisiało na włosku, mimo, że kocham tego faceta.  Jednak wcześniejsze "przeboje" zrzucałam na karb docierania, dopasowywania. Oboje nie jesteśmy już młodymi ludźmi i mamy w pełni ukształtowane charaktery i ogląd na życie. To musi iskrzyć. I negatywnie i pozytywnie.

Wyszłam z założenia, że niech iskrzy, aby budująco. Teraz niestety zaczyna niszczyć, mnie, ludzi obok.

Ręce jednak opadły, kiedy Piotruś Pan ni z gruszki ni z pietruszki rzucił mi w twarz, że go.. zdradzam.

Podejrzenia, wyimaginowane sytuacje, sploty zdarzeń, które nigdy nie miały miejsca układały mu się w jakąś diabelską całość świadczącą o tym, że jestem niewierną żonką. Tłumaczyłam, że to nieprawda, że go kocham i inni mi nie w głowie, on ciagle swoje, uparcie.

Nie wiedziałam, co zrobić, jak dotrzeć, aby uwierzył.

Sęk w tym, że nie umie uwierzyć a ja nie umiem do niego dotrzeć.

Najpierw oszołomiona, z szeroko otwartymi oczami zaniemówiłam, potem zwątpiłam a do niedawna się śmiałam. Niedowierzanie połączone z szokiem, że tak można sobie wymyślić, wszystko z najdrobniejszymi szczegółami.

Na marginesie, to ewidentnie nadaje sie na scenariusz brazylijskiego tasiemca o miłości.

On kocha ją, ona jego, chorobliwa zazdrość niszczy wszystko i wszystko dookoła.

THE END

 

Okrągła

 

p.s.

Docierają do mnie co i rusz sygnały, że drąży, że świdruje mnie z każdej strony. Czuję się jak w jakimś matixie. Powoli też przestaję z tego żartować, zaczynam się bać i zastanawiać, czy nie udciąć tego definitywnie.

W tamtym momencie, jednej chwili stał się wrogiem, który może skaleczyć w odsłonietą część mojego jestestwa.

Nie wiem, gdzie jest zaufanie, uczucie, sens. Bo kiedy mówi się, że kocha a w następnej sekundzie, że nienawidzi, to czy możliwe jest życie z taką osobą?

Czy świadomie zgodzę się na trwanie przy nim, wiedząc, że słowa są puste?

Nic nie znaczą, są ułudą, kłamstwem i grą?

Nie tego chciałam, nie o tym marzyłam.

Prawda nie musi się bronić.

Nie teraz, to za jakiś czas dotrze do adresata.

00:35, okragla
Link Komentarze (2) »
wtorek, 25 stycznia 2011
Starość nie radość?

Czy to już starość?

Od trzech tygodni czuję się stara. Nowy Rok powinnam przywitać pełna wigoru i pomysłów na nadchodzące dni. Wyszło inaczej.

Najpierw przypałętało się coś z pęcherzem moczowym, zbagatelizowałam. Potem korzonki i ciągły ból w dolnej partii pleców. Teraz czuję się ograniczona ruchowo, do bólu z tyłu doszedł ból z przodu- może babskie jajeczka się podziębiły. Trzeba zgiąć się tu i tam a boli.

Starość puka...

Po części też i przez tą swoją starość musiałam zweryfikować pewne plany, ważne plany życiowe. Coś zrozumiałam, przełamało się. Już nie myślę o Zosieńce, tak widać jest zapisane w gwiazdach.

Powoli spadają też moje ideały, uciekają niektóre marzenia o szczęśliwym życiu.

Płacę za swoje błędy sprzed kilkunastu lat?

Mimo wszystko, jestem nadal optymistką. Mimo starości, prozy i niepewności.

 

Okrągła

P.S. Coraz bliżej jestem decyzji, aby rzucić to wszystko pogmatwane w diabły, uciec. Zmienić swoje życie, zupełnie. Egoistycznie, dla siebie.

Nie żebrać...

22:53, okragla
Link Komentarze (4) »
niedziela, 16 stycznia 2011
Krówki kontra rozmiar

Nie ma nic przyjmniejszego dla kobiety, która się odchudza, niż wiadomość, że mieści się w ubranie o rozmiar mniejsze! :)

Wczoraj jadąc do pracy zaleciałam do ulubionego sklepu z bielizną i upolowałam piękny czarny gorset. Dobra firma, znany mi krój a rozmiar... o jeden mniejszy. Wszedł bez trudu, zapiał się na lekko luźnawo i nie wypychał bułek tłuszczowych po boczkach. Pierwsze takie body kupiłam kilka lat temu, fajnie się w nim czuję.

Plucha za oknem, szarówka styczniowa a wizyta w sklepie tak może świat rozweselić, niebywałe.

Pojutrze mam ważne spotkanie służbowe, może z pomocą nowego gorsetu uda mi się wcisnąć w wiszący od miesiąca piękny stalowy garnitur. Ostatnio szefowa gania wszystkich, nawet za małe odstępstwa od regulaminowego wyglądu.

W euforii posklepowej postanowiłam, że rezygnuję na czas nieokreślony z podjadania swoich ulubionych czekoladowych krówek (wchodzą bez problemu a jak smakują... mniaaam). Wprawdzie miałam w tym roku nie czynić żadnych noworocznych postanowień, bo potem tylko męczyła mnie zgaga, kiedy powoli topniały z wiosennym słonkiem. Oczywiście często nawet nie zrealizowane w małej części, ale dla takich chwil, jak te w sklepie, warto.

Okrągła

13:20, okragla
Link Dodaj komentarz »
 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 20